19 grudnia 2010

Zupa meksykańska a'la Martini

Już na wstępie wyjaśniam, że przepis ten nie ma nic wspólnego z ogólnie znanym Martini.
Jedyna wspólna sprawa to ewentualne % :)

To jeden z tych przepisów, które przekazane były mi telefonicznie w chwili gotowania...
Autorem jest mój przyjaciel Marcin, który podobnie jak i ja lubi eksperymentować w kuchni.
Ten eksperyment akurat jest bardzo udany.

Chciałbym zatem przekazać Wam dziś przepis na zupę - gęstą, niezwykle treściwą, rozgrzewającą, pożywną i idealna na długie mroźne wieczory lub na suto zakrapiane imprezy karnawałowe :)


Składniki:

1kg chudej wołowiny (wybór części pozostawiam Wam - w zależności co lubicie. Ja osobiście wybieram zwykle polędwicę lub ligawę, ale dobra jest też łopatka lub udziec).
1 puszka kukurydzy słodkiej
1 puszka czerwonej fasolki
3 puszki pomidorów bez skórki (mogą być już pokrojone - ułatwi to sprawę)
3 duże papryki (żółta, czerwona, zielona)
2 duże cebule
7 dużych ząbków czosnku
pół litra czerwonego wytrawnego wina
3 marchewki
pół średniego selera
2 pietruszki
pieprz cayenne
świeża bazylia
suszone oregano
suszony rozmaryn
liść laurowy
ziele angielskie
sól

Zupę najlepiej przygotować na dzień wcześniej niż chce się ja podać/jeść, bo "odstana" smakuje jeszcze lepiej niż świeżo ugotowana.
Właściwie zacząć należy od wołowiny. Najlepiej przygotować ją dzień wcześniej niż mamy zamiar gotować zupę - co daje nam już 2 dni wcześniej niż będziemy ją jeść.
Wołowinę kroimy w kostkę mniej więcej 2x2x2cm. Do dużej miski wsypujemy przyprawy: sól, pieprz cayenne (uwaga! Ostry!), rozmaryn, oregano, rozdrobniony liść laurowy, ziele angielskie, 3 posiekane ząbki czosnku oraz połowę przygotowanego wina. Wrzucamy do tego wołowinę i dokładnie mieszamy (najlepiej ręką) tak żeby wołowina była zanurzona w przyprawach całkowicie. Odstawiamy tak przyrządzoną wołowinę na ok. 12-16h, ale nie do lodówki - najlepiej w pokojowej temperaturze. Nie zapomnijcie przykryć naczynia - inaczej będziecie mieli aromat w całym domu.
Przygotowaną wcześniej wołowinę gotujemy w osolonej wodzie (ok. 5l) przez ok. 1h. Dodajemy warzywa: marchewkę, pietruszkę oraz seler. Gotujemy bulion :)
Po ok. 1,5h gotowania wlewamy resztę czerwonego wina - gotujemy dalej ok 20 minut.
Następnie wrzucamy do zupy pomidory i pokrojoną w kostkę paprykę.
Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na patelni razem z czosnkiem pokrojonym w plasterki. Dodajemy do zupy.
Na koniec po ok. 2,5h gotowania dodajemy kukurydzę i fasolkę - gotujemy kolejne 15 minut.
Na sam już koniec wsypujemy do zupy posiekaną grubo bazylię (cały pęczek).
Odstawiamy zupę na ok 15h.
Odgrzewanie tej zupy zupełnie jej nie szkodzi, dlatego podaje się ją odgrzaną. Podajemy ją z ciemnym pełnoziarnistym pieczywem. Można ją podać z odrobiną śmietany :)

Polecam!
Smacznego!

14 grudnia 2010

Cannelloni "Kura w krzakach"

Dziś przepis na specjalne życzenie Marysi utęsknionej za odjechanym makaronem.
Potrawa, której nauczyłem się w Żarach, a która swoje korzenie wywodzi z Florencji.
Makaron bądź jak kto woli Danie makaronowe o bajecznym smaku choć nieco pracochłonne.

Cannelloni pierwszy raz jadłem jak miałem chyba 11 lat. Choć długo mi jeszcze było wtedy do pierwszego kontaktu z prawdziwą włoską kuchnią. I pamiętam, że zrobiła je moja siostra, która w tamtych czasach jakoś wyspecjalizowana w kuchni nie była, ale swoje kontakty z nią już miała.
To był rarytas - przywiozła oryginalny włoski makaron (i nie tylko). Jaki to był szpan i szał... Radość podwójna z jedzenia. Było łatwiej o zaskoczenie, a teraz... trzeba się nagimnastykować.

I dlatego też dzisiejszy przepis zmusi Was do gimnastyki przynajmniej manualnej.
Zapraszam!

Składniki:
paczka cannelloni (ok 20 rurek)
pierś z kurczaka
paczka szpinaku
7 ząbków czosnku
0,5l śmietany 18%
jajko
15dag żółtego ostrego sera
sól, pieprz
rozmaryn, bazylia
masło

Cannelloni z założenia ma zmięknąć samo w czasie pieczenia, ale ja już widziałem różne szkoły przyrządzania tych rur. Wsadzenie na 2 minuty do wrzątku nie jest dobrym pomysłem, bo makaron nasiąka mimo wszystko wodą i staje się klejący co utrudnia nadziewanie.
Ale zanim do makaronu...
Szpinak wrzucamy na 4 łyżki masła do głębokiego rondla lub na głęboką patelnię i dusimy chwilę, aż się rozmrozi. Następnie szpinak solimy, pieprzymy, wrzucamy posiekany drobno czosnek i dalej dusimy ok. 5 minut.
W międzyczasie kurczaka kroimy w bardzo drobną kostkę, solimy, pieprzymy, dodajemy posiekane rozmaryn i bazylię oraz odrobinę posiekanego czosnku. Dokładnie mieszamy przyprawy z kurczakiem i odstawiamy go na ok godzinę w ciepłe miejsce.
Po ok. godzinie smażymy samego kurczaka tak aby był biały (może być lekko niedosmażony w środku - będzie miał czas na dojście w piecu).
Do schłodzonego szpinaku wbijamy jajko, wsypujemy połowę startego sera i usmażonego kurczaka. Wszystko mieszamy dokładnie.

Przygotowujemy rury, które będziemy nadziewać szpinakiem z dodatkami.
Technika nadziewania jest różna - można szprycą, można łyżeczką - jak kto woli. Ważne żeby rury były nadziane po brzegi i nie zostały w czasie nadziewania połamane.
Musimy też robić to szybko, bo makaron chłonie wodę ze szpinaku i pęka.
Rury układamy na głębokiej wysmarowanej wcześniej masłem blaszce lub w naczyniu żaroodpornym jedna obok drugiej.
Kiedy rury są już nadziane i ułożone, zalewamy je po czubek lekko osoloną i popieprzoną śmietaną, a na wierzch posypujemy resztę startego sera.
Pieczemy ok. 30-40 minut w piekarniku w temperaturze 180-200'C.

Podajemy lekko schłodzone najlepiej z ciemnym ziarnistym pieczywem.

Smacznego :))

13 grudnia 2010

RyżOtto czyli risotto na 8 składników.

Jedną z ciekawszych potraw, a zarazem prostych niesłychanie i w różnych wydaniach, jest risotto. Uczyłem się gotować je początkowo od siostry, która pod względem kombinowania w kuchni jest chyba mistrzynią w swoim rejonie. Natomiast wykwintniejsze wersje zwyczajnego ryżu widziałem i próbowałem już w domach znajomych włochów.

Risotto jak zapewne wielu z was wie, to wariacja na temat ryżu, niemniej jednak wariacja wariacją, ale żeby jeszcze smak miało taki, który się pamięta to już sztuka.

Ja pamiętam pewne risotto, piękny żółty kolor, zapach który czuć było w całym domu, przyjemny i lekki i smak, którego nie sposób zapomnieć. I o dziwo miało zaledwie 8 głównych i podstawowych składników!

Składniki:

1. 1 szklanka ryżu Arborio
2. 2 szklanki bulionu
3. 1 kieliszek białego wytrawnego wina
4. 25 dag pieczarek
5. 1 puszka zielonego groszku
6. 1 puszka cieciorki
7. 2 duże cebule (najlepiej białe)
8. porcja mielonego szafranu


Do rozgrzanej w dużym rondlu oliwy wsypujemy ryż i mieszamy do momentu aż stanie się lekko przeźroczysty. Następnie zalewamy ryż bulionem i pod przykryciem dusimy na małym ogniu ok. 15 minut. W ok. 10 minucie dolewamy do ryżu wino. Dusimy bez przykrycia ok. 5 minut.
Cebulę i pieczarki kroimy w kostkę. Smażymy posolone i popieprzone na maśle aż cebula będzie szklista.
Do ugotowanego gorącego ryżu dodajemy szafran i dokładnie mieszamy aż cały stanie się pomarańczowo-żółty.
Następnie dodajemy do ryżu odsączony groszek i cieciorkę, a następnie usmażoną cebulę i pieczarki. Wszystko dokładnie mieszamy. Podajemy na ciepło.

Smacznego!

12 grudnia 2010

Sałata z octem malinowym i dynią

Pamiętam, że jako dziecko nie lubiłem sałaty. wydawała mi się kompletnie bez smaku i sensu.
Kiedy proszono mnie o przygotowanie jej, zwykle brałem nóż do ręki i kroiłem ją jak należy. Do tego ogórek, śmietana, pomidor, szczypior, sól i pieprz.
Taką sałatę pamiętam z dzieciństwa. Kojarzy mi się głównie z niedzielnymi obiadkami u babci.

Kiedy oczarowała mnie kuchnia włoska, odkryłem nie tylko nowe gatunki sałaty, ale i całkowicie niespotykane dla mnie do tej pory sposoby jej podawania i łączenia.

Dziś chciałbym przedstawić sałatę, której sposób podania odkryłem sam w drodze eksperymentu - zrób coś z niczego. Sposób ten ewoluował w mojej głowie jakiś czas aż do chwili kiedy wyklarował się jednoznacznie.

Oto przepis na sałatę z octem malinowym i dynią.

Składniki:
mieszanka sałat (każdej po kilka liści): rzymska, lodowa, karbowana zielona i czerwona, roszponka, ruccola
kiełki: rzodkiewki, słonecznika, fasoli mung,
rzeżucha
kilkanaście pomidorków cherry
paczka obranych pestek dyni
paczka płatków migdałowych
2 kule mozzarelli lub ok 10 małych kulek
7 łyżek octu malinowego
7 łyżek oliwy z oliwek
sól, pieprz

Właściwie wykonanie polega na połączeniu wszystkich składników w misce, jednak ważna jest kolejność z jaką się to robi i tak:
Salaty rwiemy (te większe) i łączymy w misce. Dosypujemy kiełki i rzeżuchę. Wrzucamy pomidorki pokrojone w ćwiartki i mozzarellę pokrojoną w drobną kostkę.
Na patelni prażymy dynię i migdały na złoty kolor.
Oliwę mieszamy z octem tak by powstała emulsja, którą solimy i pieprzymy - zawsze solimy sos, a nie sałatę!
Takim sosem zalewamy sałaty i lekko mieszamy.
Wstawiamy do lodówki na ok. godzinę do dwóch.
Podając na talerzu posypujemy uprażonymi migdałami i dynią.

Smacznego!!